Wczoraj indeksy giełdowe zakończyły sesję na plusie. S&P 500 wzrósł o 0,02%, Nasdaq 100 o 0,07%, a Dow Jones Industrial Average zyskał 0,36%.
Dzisiaj rynki znalazły się na minusie. Pięciodniowe wzrosty zostały przerwane w następstwie nowych uderzeń zbrojnych między USA a Iranem w rejonie Cieśniny Ormuz. Indeks MSCI All Country World cofnął się o 0,2% względem swojego rekordowego poziomu, rynki azjatyckie straciły około 1%, a kontrakty futures wskazują na dalsze spadki w USA i Europie. Dolar umocnił się, ceny amerykańskich obligacji skarbowych spadły, a rentowność obligacji 10-letnich wzrosła o trzy punkty bazowe, osiągając poziom 4,51%.
Cena ropy Brent podskoczyła o około 3% – do poziomu blisko 97 USD za baryłkę – po amerykańskich nalotach na irański obiekt wojskowy oraz nałożeniu nowych sankcji na statki przepływające przez Cieśninę. USA określiły te uderzenia jako działania obronne, natomiast Iran oświadczył, że celem była amerykańska baza lotnicza, i poinformował o przeprowadzeniu ataku odwetowego. Kuwejt doniósł o odparciu zagrożeń ze strony pocisków rakietowych i dronów. Krótko mówiąc, konflikt ponownie przybrał na sile dokładnie w tym momencie, w którym rynek był przekonany, że zawarcie porozumienia jest już bliskie.
Cierpliwość inwestorów wyraźnie się wyczerpuje. Cykl "pozytywny nagłówek — eskalacja — kolejny pozytywny nagłówek" powtarza się od tygodni, a rynki reagują coraz gwałtowniej. Co istotne, prezydent USA, Donald Trump, oświadczył, że jest niezadowolony z tempa rozmów, i ponownie podkreślił, iż żadne pojedyncze państwo nie będzie sprawować kontroli nad Cieśniną Ormuz — co stanowi kluczową kwestię sporną, blokującą zawarcie porozumienia od samego początku: Iran domaga się udziału w regulowaniu tranzytu, co Stany Zjednoczone i ich sojusznicy uznają za niedopuszczalne.
Cena złota spadła o 1,4%, stabilizując się na poziomie około 4390 USD za uncję, w reakcji na umocnienie dolara oraz wzrost rentowności obligacji. Kurs Bitcoina spadł do najniższego poziomu od sześciu tygodni. Korelacja między dolarem amerykańskim a cenami ropy utrzymuje się w pobliżu wieloletnich maksimów — rynek wciąż rozgrywa scenariusz wojenny głównie za pośrednictwem tych dwóch aktywów.
Głównym wydarzeniem czwartku będzie publikacja kwietniowego wskaźnika cen PCE — preferowanej przez Fed miary inflacji. W marcu wskaźnik PCE wyniósł 3,5% w ujęciu rocznym; ekonomiści prognozują jego wzrost do poziomu 3,8% w kwietniu — co stanowi wartość niemal dwukrotnie wyższą od 2% celu inflacyjnego Fed. Na tym tle sygnały płynące z Rezerwy Federalnej nabrały bardziej "jastrzębiego" charakteru. Członkini Rady Gubernatorów Fed Lisa Cook stwierdziła niedawno, że inflacja zmierza w niewłaściwym kierunku i jest ona gotowa podnieść stopy procentowe, jeśli trend ten się utrzyma. Wiceprzewodniczący Fed, Philip Jefferson, dopuścił możliwość spowolnienia inflacji pod koniec roku, przyznając jednocześnie, że ryzyka pozostają przesunięte w stronę wzrostu cen.
Z technicznego punktu widzenia analiza indeksu S&P 500 sugeruje, że najbliższym zadaniem dla kupujących jest przełamanie poziomu oporu wynoszącego 7518 USD. Sukces w tym zakresie potwierdziłby siłę trendu wzrostowego i otworzył drogę do poziomu 7547 USD. Utrzymanie kontroli powyżej 7574 USD dodatkowo umocniłoby pozycje kupujących. Z drugiej strony, kupujący muszą obronić strefę w okolicach 7494 USD. Przełamanie poniżej tego poziomu prawdopodobnie sprowadziłoby indeks z powrotem do 7474 USD, otwierając drogę do 7451 USD.