Z danych wynika, że w pierwszym kwartale gospodarka USA była wyraźnie silniejsza, niż wcześniej sądzono. Według trzeciego i ostatecznego szacunku realny PKB Stanów Zjednoczonych wzrósł o 2,1% w ujęciu rocznym, w porównaniu z 0,5% w czwartym kwartale 2025 roku. Oznacza to korektę w górę o 0,5 punktu procentowego względem drugiego szacunku wynoszącego 1,6%. Wynik zaskakuje pozytywnie: inwestorzy liczyli raczej na potwierdzenie słabości niż na przyspieszenie.
Mechanizm tej korekty jest jednak warty uwagi. Główny wkład w poprawę wyniku wynikał przede wszystkim z obniżenia szacunków dotyczących importu (który odejmuje się przy obliczaniu PKB), a czynnik ten został jedynie częściowo zniwelowany przez korektę w dół wydatków konsumpcyjnych. Innymi słowy, główny wskaźnik wzrósł częściowo z przyczyn technicznych, a nie wyłącznie wskutek rzeczywistego ożywienie popytu krajowego. Potwierdza to również bardziej miarodajny wskaźnik: realna sprzedaż na rzecz odbiorców krajowych – obejmująca sumę konsumpcji i inwestycji prywatnych, a uznawana za lepszą miarę popytu bazowego – wzrosła jedynie o 1,7%, co oznacza korektę w dół o 0,7 punktu procentowego. Zatem w ujęciu realnym kondycja gospodarki jest słabsza, niż sugerowałby ogólny odczyt na poziomie 2,1%.
W podziale na sektory dynamikę poprawiły sektor rządowy (wzrost o solidne 7,5%) oraz prywatna produkcja dóbr (wzrost o 4,5%), podczas gdy sektor usług odnotował jedynie skromny wzrost o 0,8%. Wśród najlepiej radzących sobie branż wyróżniły się technologie informacyjne, administracja federalna, usługi profesjonalne i naukowe oraz produkcja dóbr trwałych. Wyraźnie widać tu wpływ boomu inwestycyjnego związanego ze sztuczną inteligencją. Najsłabsze wyniki odnotowały handel detaliczny i hurtowy oraz finanse i ubezpieczenia, co koresponduje ze słabością sektora konsumenckiego widoczną w danych dotyczących sprzedaży detalicznej.
Na szczególną uwagę zasługuje budzący niepokój komponent inflacyjny raportu. Wskaźnik cen PCE w ramach PKB za pierwszy kwartał wyniósł 4,6%, a inflacja bazowa osiągnęła poziom 4,4%. Wartości te przewyższają miesięczne odczyty PCE z maja i przypominają, że presja cenowa utrzymywała się na wysokim poziomie jeszcze przed szczytowym wzrostem cen ropy naftowej wywołanym czynnikami militarnymi. Tymczasem zyski przedsiębiorstw wzrosły o 74,4 mld USD i zostały skorygowane w górę, co tłumaczy odporność rynku akcji oraz jego skłonność do ignorowania wstrząsów geopolitycznych.
Dla Rezerwy Federalnej raport ten rysuje niejednoznaczny obraz, choć bardziej przemawia za utrzymaniem jastrzębiego kursu. Z jednej strony gospodarka rozwija się w tempie 2,1% i najwyraźniej nie potrzebuje bodźców, a zyski firm osiągają rekordowe poziomy. Z drugiej strony inflacja uwzględniona w danych o PKB potwierdza to, o czym wczoraj mówił Goolsbee i co pokazał majowy odczyt PCE. Presja cenowa jest uporczywa i utrzymuje się znacznie powyżej celu inflacyjnego. Przypomnijmy, że Kevin Warsh już na pierwszym posiedzeniu jasno zadeklarował gotowość do podniesienia stóp procentowych, a silny wzrost PKB w połączeniu z wysoką inflacją przemawia na korzyść jego stanowiska.
Głównym czynnikiem łagodzącym pozostaje spadek cen ropy naftowej po zawarciu porozumienia z Iranem, co powinno osłabić presję inflacyjną w nadchodzących miesiącach. Jeśli jednak napływające dane makroekonomiczne będą tak silne, rynek prawdopodobnie będzie wyceniać podwyżkę stóp w bieżącym roku, a nie ich obniżkę. W praktyce to wspiera dalsze umocnienie dolara wobec euro, funta i innych aktywów ryzykownych.