Wczoraj cena kontraktu terminowego na ropę Brent z dostawą w grudniu spadła poniżej 97 USD za baryłkę, tracąc niemal 2% zysku wypracowanego poprzedniego dnia, podczas gdy ropa WTI była notowana w okolicach 89 USD. Kontynuowało to serię naprzemiennych dziennych wzrostów i spadków, z którą inwestorzy zmagają się od kilku tygodni. Wahania te wynikają ze sprzecznych sygnałów dotyczących przywrócenia dostaw ropy z Bliskiego Wschodu, a bieżąca aktywność rynkowa koncentruje się właśnie wokół tych doniesień.
Według JPMorgan dostawy ropy naftowej z tego regionu zbliżyły się do poziomu 98% sprzed konfliktu, podczas gdy w przypadku paliw gotowych odbudowa dostaw przebiegała znacznie wolniej. Wyjaśnia to, dlaczego spadkowi cen ropy surowej nie towarzyszy poprawa sytuacji na rynkach produktów rafinacji oraz dlaczego niedobór oleju napędowego i benzyny w USA wciąż napędza popyt na usługi rafineryjne, mimo spadku cen surowca.
W czwartek różnica cenowa między dwoma najbliższymi kontraktami na ropę WTI w backwardation zmniejszyła się do poziomu poniżej 2 USD za baryłkę, podczas gdy dwa tygodnie wcześniej wynosiła 4,68 USD. Zmniejszenie tej różnicy wskazuje na łagodzenie krótkoterminowych niedoborów podaży, co czyni doniesienia o zwiększonym przepływie ropy przez cieśninę Ormuz dość wiarygodnymi.
Analitycy Goldman Sachs szacują, że w minionym tygodniu z regionu wypłynęło około 23 milionów baryłek ropy dziennie – zarówno przez cieśninę Ormuz, jak i alternatywnymi szlakami, na przykład przez Morze Czerwone, co odpowiada średniej z ubiegłego roku.
Sytuacja nie wygląda jednak tak jednoznacznie pozytywnie, jeśli spojrzymy na poziom zapasów. Eksperci zauważają, że eksport z rejonu Zatoki Perskiej udało się przywrócić głównie dzięki konwojowaniu tankowców i wykorzystaniu alternatywnych tras, jednak od lutego zapasy ropy skurczyły się o ponad 500 milionów baryłek, co ograniczyło margines bezpieczeństwa na wypadek nowych zakłóceń. To kluczowy paradoks września: produkcja i eksport wydają się prawie ustabilizowane, ale "poduszka bezpieczeństwa" na wypadek ponownej eskalacji napięcia wokół cieśniny Ormuz uległa znacznemu uszczupleniu.
Kwestia geopolityczna pozostaje nierozwiązana. Rozmowy Waszyngtonu z Teheranem na temat trwałego porozumienia pokojowego, które pozwoliłoby na pełne otwarcie cieśniny Ormuz, nie przyniosły rezultatów, a ceny ropy rosły przez trzeci miesiąc z rzędu w cieniu tych wydarzeń. Prezydent Donald Trump oświadczył w Białym Domu, że USA w pełni kontrolują cieśninę i wkrótce zareagują na działania Iranu. Taka retoryka utrzymuje w cenach tzw. premię za ryzyko, co przynosi korzyści producentom i Iranowi dzięki wyższym wpływom z eksportu, ale uderza w importerów oraz konsumentów paliw w USA i Europie.
Dodatkową presję wzrostową wywiera sytuacja na krajowym rynku paliw w USA. Według raportu zapasy destylatów znajdują się na najniższym poziomie sezonowym w historii danych EIA, a na Środkowym Zachodzie występują niedobory benzyny na rekordową skalę. Napędza to popyt na ropę ze strony rafinerii, które starają się zmaksymalizować produkcję paliw, mimo spadku cen surowca.
Jednocześnie Trump poinformował, że rozważa ewentualne negatywne skutki zakazu eksportu oleju napędowego dla innych rodzajów paliw. Oznacza to, że ostateczna decyzja w sprawie ograniczeń eksportowych jeszcze nie zapadła, a rynek uwzględnia w wycenach oba scenariusze jednocześnie.
W momencie przygotowywania tego tekstu notowania ropy ponownie gwałtownie rosły. Cena ropy WTI odbiła od obszaru 88,80 USD i oscylowała wokół 92,50 USD. Moim zdaniem dynamika dzisiejszego odbicia świadczy o tym, że rynek wciąż nie jest gotowy, by w pełni uwierzyć w trwałe przywrócenie dostaw z Bliskiego Wschodu, zwłaszcza w obliczu dalszego spadku zapasów i nieuregulowanej sytuacji w rejonie cieśniny Ormuz. Nie wykluczam, że duża zmienność się utrzyma, dopóki nie pojawi się jasność co do amerykańskich ograniczeń eksportowych oraz wyników negocjacji na linii Waszyngton–Teheran.
Jeśli chodzi o obecny obraz techniczny ropy naftowej, kupujący muszą odzyskać najbliższy opór na poziomie 92 USD. Pozwoliłoby to na potencjalny ruch w kierunku 96 USD, którego przebicie będzie dość trudne. Ostatecznym celem byłby obszar 100 USD. W przypadku spadku niedźwiedzie będą dążyć do przejęcia kontroli nad poziomem 89 USD. Jeśli im się to uda, spadek poniżej tego zakresu może poważnie osłabić pozycję kupujących i zepchnąć cenę ropy w okolice minimum 87 USD z potencjalnym spadkiem w stronę 83 USD.