Para EUR/USD rozpoczęła nowy tydzień handlowy dość spokojnie, utrzymując się w zasadzie na poziomie piątkowego zamknięcia (1,1487 wobec 1,1485). Rynek uwzględnił już w wycenach jastrzębie decyzje z wrześniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej i notowania oscylują w granicach poziomu 1,14. Jednak do pogłębienia spadków potrzebne są nowe impulsy informacyjne, a kalendarz makroekonomiczny w tym tygodniu nie obfituje w istotne wydarzenia. Do najważniejszych publikacji należą wstępne wskaźniki PMI, które zostaną opublikowane w środę, oraz wrześniowe indeksy IFO z Niemiec, zaplanowane na czwartek.

Jednak same raporty raczej nie odwrócą już ustalonego trendu spadkowego. Silne dane ze strefy euro (lub słabsze z USA) mogą wywołać znaczącą korektę, jeśli kilka czynników zadziała jednocześnie na korzyść kupujących EUR/USD, jednak to wciąż zbyt mało, by przesądzić o trwałym odwróceniu trendu.
W obliczu stosunkowo spokojnego pod względem makroekonomicznym tygodnia, kurs pary porusza się w trendzie bocznym – jednak ten spokój może być złudny: geopolityczny "czarny łabędź" czający się w tle może w każdej chwili się ujawnić i zmienić fundamenty sytuacji rynkowej.
W ostatnich tygodniach inwestorzy skupiali się niemal wyłącznie na polityce Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego. Ciąg wydarzeń – dane o inflacji w strefie euro, wskaźniki CPI/PPI w USA oraz sierpniowy raport z rynku pracy (NFP) – sprawił, że każda publikacja była interpretowana przez pryzmat oczekiwań co do ścieżek stóp procentowych po obu stronach Atlantyku.
Banki centralne podjęły już decyzje: EBC podniósł stopy, ale zachował ostrożny ton, podczas gdy Fed również podniósł stopy i zasygnalizował możliwość dalszych podwyżek w przypadku utrzymywania się ryzyka inflacyjnego.
To właśnie jastrzębie nastawienie Fed stanowi obecnie wsparcie dla dolara. Rynek wycenia prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki stóp przez Fed przed końcem roku na około 70–80%. W związku z tym każde wydarzenie podważające ten scenariusz stanowi poważne ryzyko dla dolara, a tym samym dla sprzedających parę EUR/USD.
Kluczowe znaczenie może tu mieć sytuacja na Bliskim Wschodzie. Konflikt między USA a Iranem postrzegany jest głównie przez pryzmat jego wpływu na inflację poprzez wzrost cen ropy naftowej. Sierpniowe dane CPI z USA potwierdziły tę zależność: wskaźnik CPI wzrósł o 0,4% w ujęciu miesięcznym i o 3,4% w ujęciu rocznym, przy czym ceny benzyny wzrosły o 3,9%, odpowiadając za ponad jedną trzecią miesięcznego wzrostu. Bazowy wskaźnik CPI wyhamował jednak do 2,4% r/r z poziomu 2,5% w lipcu, co wskazuje, że znaczna część obecnej presji inflacyjnej koncentruje się w sektorze energetycznym.
Krótko mówiąc, rynek pozostaje na razie spokojny, ale fundamenty są kruche – geopolityka i ceny energii mogą szybko zmienić perspektywy dla pary EUR/USD.
Dlatego też przełom dyplomatyczny na linii Waszyngton–Teheran mógłby stać się tym właśnie "czarnym łabędziem", którego rynek w dużej mierze nie uwzględnił w obecnych wycenach. Potencjalne porozumienie, złagodzenie ryzyka związanego z sankcjami oraz, co najważniejsze, normalizacja transportu morskiego zwiększyłyby podaż ropy i obniżyły premię za ryzyko zakłóceń w dostawach. Warto odnotować, że cena ropy Brent spadła dziś o ponad 2% w reakcji na odnowione nadzieje na postęp dyplomatyczny po tym, jak Donald Trump zasygnalizował możliwość zawarcia umowy i nie wykluczył spotkania z prezydentem Iranu Masudem Pezeshkianem podczas obrad Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Sukces dyplomatyczny bez wątpienia wpłynąłby na oczekiwania rynku co do przyszłych działań Rezerwy Federalnej. Mechanizm jest prosty: tańsza ropa bezpośrednio obniżyłaby składniki CPI dotyczące benzyny i energii, a z pewnym opóźnieniem złagodziłaby presję na koszty transportu i inne wydatki przedsiębiorstw. Inflacja bazowa już teraz wykazuje stosunkowo umiarkowaną dynamikę, nawet przy wysokich cenach ropy.
W konsekwencji, jeśli szok energetyczny zacznie szybko wygasać, rynek może zakwestionować potrzebę kolejnego "jastrzębiego" ruchu. Jest to istotne, ponieważ dolar czerpie obecnie znaczne wsparcie z oczekiwań dotyczących dalszego zacieśniania polityki pieniężnej, a nie z samej podwyżki stóp, która już nastąpiła.
Tym samym nieoczekiwane porozumienie dyplomatyczne mogłoby mocno uderzyć w amerykańską walutę poprzez obniżenie cen ropy, złagodzenie głównego wskaźnika inflacji i wymuszenie rewizji oczekiwań dotyczących stóp procentowych Fed. W takim scenariuszu kupujący parę EUR/USD znacząco wzmocniliby swoje pozycje, nawet bez silnych danych makroekonomicznych ze strefy euro.
Dlatego też utrzymywanie krótkich pozycji na parze EUR/USD wiąże się obecnie z podwyższonym ryzykiem, zwłaszcza w najbliższych dniach, gdyż jutro, 22 września, rozpoczyna się sesja Zgromadzenia Ogólnego ONZ, a Trump mógłby spotkać się z prezydentem Iranu w kuluarach obrad. Sama perspektywa takiego spotkania nie oznaczałaby jeszcze zawarcia umowy, ale nawet sygnał gotowości Waszyngtonu i Teheranu do powrotu do negocjacji wywołałby gwałtowną zmianę wycen rynkowych. Z technicznego punktu widzenia para EUR/USD prawdopodobnie pozostanie w najbliższym czasie w przedziale 1,1450–1,1530 (dolna linia Wstęg Bollingera na wykresie H4 oraz górna granica chmury Kumo na tym samym interwale). Należy jednak zachować szczególną ostrożność w przypadku przełamania dolnej granicy: głównym ryzykiem dla dolara jest obecnie potencjalny zwrot w sytuacji dyplomatycznej na Bliskim Wschodzie, zatem wszelkie doniesienia o postępach w negocjacjach mogłyby szybko zepchnąć parę z powrotem do poziomu 1,15.
