
W czasach, w których dyplomacja i polityka globalna są tak samo powiązane z technologią cyfrową, jak wątki samego Internetu, Chiny robią wszystko, aby chronić swoje "cyfrowe dziecko", czyli TikToka, przed tym, co niektórzy nazywają amerykańską próbą "przymusowej sprzedaży". Ta narracja, nagłośniona przez The Wall Street Journal, zawiera spostrzeżenia na temat gotowości Chin do obrony swoich cennych aktywów przed zagranicznymi projektami. Władze chińskie, niczym rodzic na zebraniu szkolnym, są gotowe przeciwstawić się amerykańskim naciskom i zrobić wszystko, co w ich mocy, aby ich ukochana aplikacja wideo nie wpadła w obce ręce. "Sprzedaż? Absolutnie nie, wolelibyśmy ją zablokować" – zdaje się brzmieć motto ByteDance, spółki macierzystej TikToka, która otrzymała od chińskiego rządu wsparcie, aby się przeciwstawić takim planom. Tymczasem w USA rozgrywa się prawdziwy dramat. Izba Reprezentantów pracuje nad projektem przepisów, które grożą ograniczeniem dostępu do TikToka powołując się na obawy związane z bezpieczeństwem narodowym. Wygląda na to, że postrzegają każdego tańczącego nastolatka w aplikacji jako potencjalnego "zagranicznego wroga". Krótko mówiąc TikTok znajduje się w centrum konfliktu na miarę hollywoodzkiej superprodukcji, gdzie filmiki to laserowe miecze, a serwery danych to statki kosmiczne. Wygląda na to, że wyłania się nowa forma dyplomacji, w której kraje negocjują za pośrednictwem popularnych aplikacji. Kto wie, może wkrótce zobaczymy negocjacje pokojowe, w których każdemu punktowi porozumienia będzie towarzyszyło wyzwanie taneczne.
Komentarze: